Wczoraj ruszyliśmy na podbój Zakopanego. Pogoda postanowiła jednak przypomnieć nam, że w górach niczego nie można być pewnym. Chwilę wcześniej wystawialiśmy twarze do słońca, a chwilę później uciekaliśmy przed ulewą, szczelnie owinięci w peleryny.
Odwiedziliśmy Muzeum Tatrzańskie, poznając historię i kulturę regionu, a następnie wjechaliśmy kolejką na Gubałówkę. Tam pogoda przygotowała dla nas specjalną atrakcję – zamiast panoramy Tatr mogliśmy podziwiać... wszechobecne „mleko” i stragany.
Widoki na góry najwyraźniej postanowiły wziąć sobie dzień wolny.
Nie zabrakło też obowiązkowych punktów programu: oscypków (jak zwykle najlepszych na świecie!) oraz wizyty w McDonald's. A właściwie dwóch wizyt. Bo jak szaleć, to szaleć!
Niestety, przez kapryśną aurę Rusinowa Polana musiała tym razem obejść się bez naszej obecności. Obiecujemy jednak, że jeszcze do niej wrócimy. Za to los wynagrodził nam tę zmianę planów czymś wyjątkowym...
Park Iluzji okazał się prawdziwym hitem wycieczki!
To właśnie tam działy się rzeczy niemożliwe – robiliśmy zdjęcia, które wyglądają tak, jakby prawa fizyki przestały obowiązywać.
Dzieci były zachwycone, a dorośli... cóż, dorośli chyba bawili się równie dobrze! Można śmiało powiedzieć, że Park Iluzji nie tylko zrobił największe wrażenie, ale wręcz uratował wycieczkę przed deszczową nudą.
Jedno jest pewne – wróciliśmy zmęczeni, trochę mokrzy, najedzeni oscypkami i frytkami, ale za to z głowami pełnymi wspomnień i mnóstwem powodów do śmiechu.